Spirala

Kilka lat temu podstawowymi radami dotyczącymi spirali było radzenie jak wprowadzić do spirali, ponieważ piloci w większości przypadków nie bardzo wiedzieli jak to robić. W końcu ustaliła się jakaś równowaga w popycie na wiedzę i ten kto chce robić spirale to je robi bez większych problemów. Przy obecnym systemie szkolenia nie jest problemem uniknięcie błędów przy wprowadzaniu skrzydła w spiralę. Niestety okazuje się, że w pewnych przypadkach problemem staje się wyprowadzenie ze spirali.

Niby sprawa jest prosta. Jeśli wprowadzamy w spiralę prawą sterówką, to wyprowadzamy poprzez odpuszczenie tej prawej sterówki a jeśli skrzydło nie zwalnia zaciągamy lewą aż skrzydło zacznie zwalniać.  W większości przypadków  zaciągnięcie sterówki nie jest konieczne, bo odpuszczenie tej, którą wprowadzaliśmy w spiralę jest wystarczające, aby zainicjować wyjście. Z reguły jeśli zaciągamy sterówkę do wyprowadzenia, to wystarczy impuls dla zainicjowania wyjścia ze spirali przez samo skrzydło.  Za to pisanie o wyprowadzaniu ze spirali nie jest proste. Jakiekolwiek złe zrozumienie w połączeniu z brakiem odpowiednich zabezpieczeń podczas ćwiczenia tego manewru może doprowadzić do śmierci. Wiem o czterech wypadkach śmiertelnych na skutek niewyprowadzenia ze spirali. Ostatni sprzed kilku dni. Już teraz o pięciu.

Oblatując prototypy spotykam się z całą gamą zachowań skrzydeł. Nawet już sama spirala upadkowa może występować w wielu wariantach. Zawierają się one pomiędzy spiralą upadkową przy skrzydle komorami ustawionymi równolegle do horyzontu i prędkości opadania 16 m/s z której wyprowadza się poprzez zaprzestanie wprowadzania, a spiralą upadkową 22 m/s gdzie pilot wisi na jednej taśmie, bo druga połówka skrzydła przestała już wytwarzać siłę nośną i skrzydło wymaga zdecydowanej reakcji aby wyjść przez kolejne 5 zwitek do normalnego lotu. Zdecydowana reakcja w takim przypadku to jest zareagowanie sterówką z siłą, której nigdy nie użyje się w normalnym locie, nawet jeśli chcemy przeciągnąć skrzydło. Nie piszę tego, żeby straszyć pilotów. Chcę ich jedynie uchronić przed zdziwieniem, które kosztuje życie. Zdziwienie, że przecież zawsze tak wychodziłem ze spirali a teraz skrzydło nie wychodzi. Może spróbuję jeszcze raz. Może to nie ta sterówka. Kolejne zdziwienie, że jestem tuż nad drzewami. Poddaję się i rzucam pakę. Potem już nie mam możliwości zdziwić się. Umieram.

Kto tego nie przeżył to nie uwierzy. Ja wiem jak wyglądają drzewa, które nagle wypełniają pole widzenia. Nie ma wtedy czasu na myślenie i strach. I do tej pory wiem, że to jedno spojrzenie uratowało mi życie. I zapas, który rozwinął się w porę. Spadałem na nim kilka sekund. Epatuję jakimiś osobistymi dygresjami, a miałem pisać o wychodzeniu ze spirali. Tego trzeba się nauczyć. Trzy zwitki i wyprowadzenie to utrata 200 metrów wysokości. Oczywiście jeśli nie zrobimy błędu. Kupujemy skrzydło, a następnie uczymy się. Najpierw delikatnie, a potem coraz więcej. Z doświadczenia wiem, że dopóki krawędź natarcia nie zacznie z horyzontem tworzyć kąta 45 stopni, to jeszcze nie jest spirala upadkowa. Czyli jeśli podniesiemy ręce do góry, to skrzydło wyjdzie samo z tego krążenia. Jednak w okolicy tego kąta 45 stopni skrzydła przechodzą w spiralę upadkową. Pilot odczuwa to głównie poprzez wzrost przeciążeń, ale także przez to, że podniesienie ręki, którą skrzydło było wprowadzane w spiralę może nie przynieść żadnych rezultatów. Jeśli wprowadzaliśmy prawą sterówką, to w momencie gdy skrzydło przechodzi w spiralę upadkową, to samo odpuszczenie sterówki może nie przynieść żadnego skutku. Spotykałem się też z takimi zachowaniami, że przy odpuszczaniu sterówki skrzydło przyspieszało. U mnie wywoływało to dezorientację. Wyobraźcie sobie sytuację, w której wprowadzacie skrzydło w spiralę upadkową prawą sterówką. Uzyskujecie spiralę upadkową i chcecie z niej wyprowadzić. Odpuszczacie zaciągniętą sterówkę spodziewając się spowolnienia spirali, ale skrzydło zdecydowanie przyspiesza. Jest to podświadoma informacja dla pilota, że odpuszcza niewłaściwą sterówkę! Nie jest to prawda, ale dezorientuje pilota. Jeśli jest to na małej wysokości i na prawidłową reakcję mamy jedynie pojedyncze sekundy, to taka dezinformacja może doprowadzić jedynie do paniki lub błędnych decyzji. Dlatego widzę coraz większy rynek dla szkół prowadzących treningi nad wodą. Tam wszelkie błędy pilota może uratować woda. Był co prawda przypadek, że pilotka po wprowadzeniu skrzydła DHV 1 w spiralę upadkową nie mogła go z niej wyprowadzić i długa szczęka kasku skręciła jej kark przy uderzeniu w wodę, ale i tak pozostaje jeszcze nadzór prowadzony przez radio i zapas. Akurat ta pilotka nie mogła rzucić zapasu mimo polecenia, które dostała przez radio, bo złamała się pod nią deska w uprzęży i zaklinowała paczkę w kontenerze typu szuflada, ale i tak był to zapas zbyt duży do tej szuflady i wepchnięty na siłę. Nie wiem, czy będzie w tej sytuacji ktokolwiek w kraju chętny, żeby uczyć pilotów prawidłowego wykonywania spirali. Piloci chcący robić to na własną rękę będą próbować na małej wysokości powtarzając błędy pilotów, którym się nie udało. Może to będzie drastyczne, ale opiszę urazy jakie ma się po uderzenie w ziemię przy spirali upadkowej: złamania rak i nóg, złamania kręgosłupa w dowolnych miejscach, złamania żeber, przebicia płuc, pęknięcia narządów wewnętrznych, krwotoki wewnętrzne doprowadzające do wykrwawienia. Po takim upadku umiera się pół godziny. Można nie odzyskać przytomności.

Jednak spirala służy nie tylko dostarczaniu nam dodatkowych wrażeń z latania. Jest to figura dzięki której można skutecznie wytracać wysokość, lub w którą możemy wejść mimo naszej woli po klapie, fronsztalu lub przeciągnięciu. Może to być od razu spirala upadkowa. Jeśli wysokość na  której nas to spotkało jest mała, to znaczy poniżej 300 metrów, to jeśli natychmiast nie uda nam się opanować skrzydła, to od razu rzucamy zapas. Im bardziej jesteśmy poniżej tych 300 metrów nad ziemią, tym bardziej od razu rzucamy zapas. Jeśli przy okazji nastąpi skręcenie w taśmach, to rezygnujemy całkowicie z wyprowadzania skrzydła na korzyść ratowania się zapasem. Czyli upadkowa poniżej 300 metrów ze skręceniem w taśmach – automatycznie rzucamy zapas. Jeśli nie skręciło nas w taśmach, a skrzydło wskazuje swym zachowaniem tendencję do wyjścia ze spirali, to w zależności od wysokości wyprowadzamy, lub rzucamy pakę. Nie da się tutaj dać jednoznacznej rady, bo wiele zależy od sytuacji i indywidualnego wyczucia skrzydła. Aby nabyć takiego wyczucia niezbędny jest jednak trening.

Zbigniew Gotkiewicz

Czyli gotek - założyciel PSP, lata od zawsze, startuje w zawodach, testuje skrzydła, uczy latać, ekspert od spraw bezpieczeństwa

Dodaj komentarz

  • email: psp@psp.org.pl

    Polskie Stowarzyszenie Paralotniowe
    ul. Nad Wisłą 4A, 04-987 Warszawa

    NIP 527 251 23 14
    REGON 140534339
    KRS 0000236118